
There's more where that came from.
Czyli z mojej głowy. Ale to strasznie powolny proces, wyciąganie czegoś z niej. Samo robienie w końcu tego czegoś zajmuje już o wiele mniej. Chyba będę kombinował coś z koszulkami, hmm...
PROCEED

There's more where that came from.
Czyli z mojej głowy. Ale to strasznie powolny proces, wyciąganie czegoś z niej. Samo robienie w końcu tego czegoś zajmuje już o wiele mniej. Chyba będę kombinował coś z koszulkami, hmm...

Prawda. Jakoś zawsze mnie wkurza, gdy ktoś marnuje mój czas, ale sam do siebie o to żalu nigdy nie mam.
Mały zastój wynika ze zrezygnowania z paru "funkcji" tego przybytku i z długiego okresu nie dokańczania czegokolwiek. Tyle.
Ten tytuł, to wciąż roboczy... Chyba...
Mała poprawka w pierwszym fragmencie. Mianowicie nie będę się bawił w bezimiennego.
A tu ciąg dalszy:
Daerick, jak najprawdopodobniej nazywał się mężczyzna, odetchnął głęboko po czym zakasłał od suchego powietrza. Przetarł dłonią spieczone od słońca lico, przeczesał palcami czarne włosy i westchnął. Obrócił się i ruszył parę kroków. Szybko zauważył, że szczyt urwiska nagle się kończy przed nim, jednak ciągnie się dalej w boki zataczając półkole. Ta formacja skalna nie tylko przypominała ścianę, to była ściana. Półkolisty mur więził bądź też chronił sporą dolinę, zamykając ją pomiędzy sobą i wznoszącym się dalej pasmem górskim. Dolinę pełną piachu i mniejszych skał. Dolinę która oferowała doskonałe schronienie i naturalne fortyfikacje dla cywilizacji... A jednak nic w niej nie było. Być może nie było tu niczego co w ogóle mogło by być...
Seter zaczął wątpić, że znajdzie tu jakiekolwiek życie. Przemierzał ten wypalony krajobraz trzeci dzień i nie natrafił nawet na nic co by przypominało roślinę, o jakichkolwiek zwierzętach nie wspominając.
Spojrzał w turkusowe niebo gdzie dwa słońca nieśpiesznie wędrowały sobie ponad górami. Nie przeszkadzało im jakiekolwiek ptactwo, czy nawet chmury.
- Może lepiej było jednak zostać przy wraku... - Mruknął do siebie.
- Hrrkihii!
Patrzcie, coś nowego.
Być może coś dużego.
I mimo, iż ciężko inspirowane...
Być może nawet i oryginalne.
Nie czuję jak rymuję.
A Shakespeare właśnie facepalmuje.
Ta... Mały i spontaniczny pomysł dość szybko rozrósł się do sporych rozmiarów i zaowocował szkicem czegoś, co może w końcu okaże się czymś konkretniejszym.
Jednocześnie zainicjowałem sesję, w której gracze są królikami doświadczalnymi i niekiedy inspiracjami nowych elementów. Używam tu sobie takich ładnych, wyważonych słów, kiedy to tak naprawdę ten koncept nie ma jeszcze nawet całego dnia... Nie mniej wszystko to zdaję się działać na razie i mogę już pomachać małym teaserem. (Tak w tej chwili powinieneś klikać 'proceed')Samotna sylwetka wspinała się w górę stromego urwiska. Co rusz odłamki skał udawały się w długą podróż w dół zbocza, gdzie zaczynały formować już małe kopce.
Postać była niezwykle łatwa do zauważenie na tle jasnych, lekko pomarańczowych skał i dodawało to tylko do jej zdenerwowania. Z bliska widać było, iż to człowiek, płci męskiej zapewne, jednak w jak pełnym stopniu ciężko orzec przy tym co zostało z niegdyś eleganckiego, czarnego uniformu, nie dało się już nawet określić przynależności czy stopnia.
Poobijany, zmęczony i spragniony w końcu wdarł się na szczyt urwiska. Sięgnął do pasa po manierkę i tę resztkę wody jaka mu się ostała, tylko po to by odkryć, iż już jej nie ma.
Gwałtownie obrócił się i niepewnie spojrzał w dół. Było wysoko. Bardzo wysoko. Zakręciło mu się w głowie, więc szybko się cofnął. Położywszy się na brzuchu wyjrzał ponownie za krawędź. Wysokość się nie zmieniła i na jej samym dole wszystko również zdawało się takie jak gdy rozpoczynał swą wspinaczkę. Wydało mu się, że widział jakiś błysk... To na pewno musiała być jego manierka. A przynajmniej tak sądził.
Odsunął się i stanął na nogi. Ponownie sięgnął do pasa. Tym razem po coś innego. Tym razem było to na swoim miejscu.
Klik.
- Dziennik kapitański Setera Daericka, dzień trzydziesty siódmy misji zaklasyfikowanej WX673, dzień trzeci od czasu "wypadku". - Wyrecytował spokojnym głosem proceduralny wstęp podczas gdy urządzenie nagrywało jego głos. - KURWA MAĆ!
Konstruktywna krytyka dopuszczalna.
...a przepowiem twoją przyszłość!
Hej, patrzcie! Typografia! I to taka komentująca obecne trendy typograficzne! W dodatku upchnąłem tam jeszcze niepoprawny politycznie żart oparty także na zabawie z wieloznaczeniowością angielskiego słownictwa!
Ale srsly, skąd aż taki zachwyt Helveticą? Ja rozumiem, biedna czcionka, poszkodowana przez M$, bo zerżneli ją Arialem... Ale poza tym, nic specjalnego. W dodatku mimo, iż tak marudzą, że Arial jest wszędzie a Helvetica prawie nigdzie, nic nie robią z faktem, że by zdobyć tą czcionkę trza zapłacić prawie, że sto dolców... WHAT THE FONT!? Kto tyle zapłaci, za czcionkę, zwłaszcza taką, o której niemalże wierną kopię można się potknąć na co drugim kroku? Że niby Arial ma jakieś wady... Cóż czego się spodziewa!c po M$owym tworze. Wciąż są to dwie mało ciekawe czcionki... Już Comic Sans jest ciekawszy mimo, iż czasami można faktycznie mieć go dość.
O, Tymbark, zobaczmy jaką poradę lub złotą myśl mają na dziś...
O... Ups.
Dla mniej obeznanych... W klimatach fantasy jest to najgorszy zestaw słów jaki można usłyszeć.
Swoją drogą co jest z tym przywoływaniem poprzez trzykrotne wypowiedzenie imienia? Niby 3 jest liczbą doskonałą, ale jak na taką perfekcyjność sieje sporo "wpierdolu i przejebu". Może ma to swój morał... Dosięgnięcie stanu idealnego sprowadza ze sobą tylko powolną, o҂ropną śmierć pełną niewyobrażalnԶgo cierpienia z poza tego świata zwieńczonego całkowitym unicestwieniem i eradykacѺϡduszy...
ऋँ¯−ـCzy‗liऊ_całk҉҉҉҉owitaऋँالاسمऋँutratA_ऊ‗ـ҉̵̞̟̠̖̗̘̙̜̝̞̟̠͇̊̋̌̍̎̏̐̑̒̓̔̊̋̌̍̎̏̐̑̒̓̔̿̿̿̕̚−¯wॐszख़ystk҉҉҉iegख़ऋँ҉ ௮BEZஹSZ҉A҉҉҉NSYண҉̵̞̟̠̖̗̘̙̜̝̞̟̠͇̊̋̌̍̎̏̐̑̒̓̔̊̋̌̍̎̏̐̑̒̓̔̿̿̿̕̚۩₪
҉̵̞̟̠̖̗̘̙̜̝̞̟̠͇̊̋̌̍̎̏̐̑̒̓̔̊̋̌̍̎̏̐̑̒̓̔̿̿̿̕̚الاسNAم
...
Ok, troszkę mnie poniosło...
Czyli co tam ciekawego imo było na tegorocznym E3.
Targi wróciły do swej dawnej formy z rozmachem i mogliśmy na nich uświadczyć chociażby kolejnego kroku na konsolowej wojennej ścieżce pomiędzy Sony a M$ bądź kolejnego ekscentryzmu Nintendo... Ale olać wojnę konsolową zajmijmy się tym o co chodzi naprawdę, bez czego te konsole byłyby zbyteczne.
Valve zdradził swój wielki sekret w końcu i wyszło na to, że plotki i domysły były prawdziwe. L4D2. Śmiesznie ta nazwa teraz wygląda, będzie wręcz bosko jeśli Valve podda jeszcze ten tytuł zabiegowi epizodycznemu... L4D2e1! Albo [umieść tu swój własny żart nawiązujący do R2D2]. Ale do czego zmierzam... Osobiście trochę się zawiodłem, że nie przygotowali jakiegoś nowego produktu dla nas, tylko wyskoczyli z zadziwiająco wczesnym (data wydania została już ustalona na 17 listopada) sequelem w którym w zasadzie umieszczają tylko nieco więcej nowości niż w patchach do TF2... I cóż, zdaje się, że nie tylko ja tak sądzę.